Jestem szczęśliwa, że szlify w tym temacie zdobywam z mężem, a nie byle kim. Możliwe, że są na świecie lepsi technicznie kochankowie, ale to się nie liczy. Kiedy masz przy sobie mężczyznę, który tyle czekał i wiesz, że spędzisz z nim resztę życia, to nawet drobne potknięcia wydają się spełnieniem marzeń.
Tłumaczenia w kontekście hasła "jestem bardzo szczęśliwa" z polskiego na angielski od Reverso Context: Jako osoba jestem bardzo szczęśliwa i uśmiechnięta.
Nicole Kidman o małżeństwie z Tomem Cruisem. Warto zaznaczyć, że adoptowane dzieci pary - Isabella i Connor, również nie utrzymują kontaktu z Nicole Kidman, ponieważ jak ojciec, są
Czuję się w tym małżeństwie bardzo samotna. – wyznaje Dominika. - Mój mąż, kiedy kłócimy się o jego matkę, natychmiast otacza się murem, a ja walę w niego głową. Wiem, że teściowej nie zmienię, nawet nie będę próbować, ale jaka jestem wściekła na męża! Nie chcę jej obarczać całą winą za jego zwichrowana psychikę.
Nie. Od jakiegoś czasu wcale nie jestem szczęśliwa. Nie wiem czym to jest spowodowane. Zdarza mi się być szczęśliwą tylko chwilowo, a później znów wraca to przygnębienie. Nieraz jestem tak załamana, że mam już dość wszystkiego i wolałabym w ogóle się nie urodzić. Jestem zakompleksiona itd. Wiem, że to nie w porządku.
Opiszę w nim ogólne, najczęstsze przyczyny zawierania nieudanych związków małżeńskich oraz przejawy tego, że jesteśmy naprawdę nieszczęśliwi w małżeństwie. Punktem kulminacyjnym będą rozważania na temat sensu pozostawania w takim związku i możliwe tego konsekwencje i dalsze działania, które możemy podjąć.
7 dni temu. "Kiedy po dziesięciu latach wspólnego życia mój mąż niespodziewanie zażądał rozwodu, byłam w szoku i nawet nie protestowałam. Chciałam zachować twarz. Dopiero gdy zobaczyłam go po rozprawie, jak uradowany biegnie do swojej nowej dziewczyny, rozsypałam się. Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że ja też wkrótce
Mam bardzo poważne problemy w małżeństwie i nie wiem jak sobie z tym sama poradzić. Jestem w małżeństwie 6 lat,pierwszy nasz rok był cudowny potem zaczęły się kłótnie. Mamy dwójkę dzieci. Mąż sprawdza moje telefony,nie mogę mieć kolegi a nawet przyjaciółki,bo zawsze jest o coś kłótnia.
Kiedy ktoś mówi o małżeństwie, nie przychodzi mi do głowy nic innego, jak tylko ból i cierpienie. Tak postrzegam małżeństwo. Krzyki mojej mamy, strach w oczach brata i siostry… Nie mogę tego wyrzucić z głowy.” – Do oczu policjantki napływają łzy. – „Gdy sobie to przypominam, myśl o małżeństwie jeszcze bardziej mnie
Mam 16 lat. Od śmierci mamy jestem zamkniętą w sobie osobą. Tata znalazł sobie jakąś nową. Nie przepadam za nią, ani jej córką. Przez nie ,spadłam, że tak powiem na drugi plan. Jest mi z tego powodu bardzo przykro. Jestem jego rodzoną córką, a on nie zwraca na mnie uwagi.
IyJeJW. Witam, krytycyzm wobec innych może być budujący jeżeli tyczy zachowania, sytuacji na które mamy realny wpływ. Trudno reagować na uwagi że jest się np. niskim. Jeżeli partner krytykuje Panią w kontekście tuszy, robi brzydkie uwagi dotyczące innych kobiet to jest to zachowanie mogące wskazywać na to, że jest to osoba pozbawiona wrażliwości, empatii, skupiona na sobie. Na początku starał się, a teraz ma Pani wrażenie że w związek angażuje się jedynie Pani. Proszę porozmawiać o tym z partnerem. Są Państwo młodzi, być może oczekiwania co do związku macie różne, różne potrzeby, rożne cele. Pozdrawiam serdecznie
Użytkownik4709114 Dołączył: 2022-05-27 Miasto: Poznań Liczba postów: 4 27 maja 2022, 12:16 Nie wiem od czego zacząć więc może zacznę od słów "mam romans". Poza tym- 34 lata, dzieci brak, jedną przyjaciółkę, z którą ciężko się spotkać, potrzebuję po prostu z kimś pogadać. Wiem, to nieco żałosne, żeby być samotnym w wieku trzydziestu paru lat... Mam też męża, po ślubie 4 lata. Mój mąż to człowiek bardzo zamknięty w sobie, dość zimny i obojętny. Nigdy nie był zbyt wylewny, nigdy nie potrafił powiedzieć, że ładnie wyglądam czy przytulić jak było źle i wiecie co? Nie przeszkadzało mi to. Siebie też uważam za dość zimną kobietę, która nie potrzebuje wielu czułości i lubi być sama. Nie potrzebny mi był ślub, dom, dzieci. Tak zawsze myślałam. I tak żyliśmy, trochę razem, trochę "obok siebie". Jakiś czas temu mąż zmienił pracę, ciągle go nie ma, popołudnia, wieczory, święta spędzam sama i z dnia na dzień stajemy się sobie coraz bardziej obcymi ludźmi. Od jakiegoś czasu próbuję z nim rozmawiać, mówić, że zaczęło mi to przeszkadzać, że nie mamy ze sobą o czym rozmawiać, a jak jesteśmy razem nie umiemy tego czasu spędzić wspólnie. Klasyka- pojawił się ktoś inny, kto pokazał mi, że to, czego nigdy nie lubiłam może być fajne, że może być ktoś, kto przytuli gdy Ci smutno, kto powie, że wyglądam super i kto pokazał mi, że siłą jest być "razem". Klasyczne od przyjaźni do uczucia. Na ten moment czuję się strasznie, żyję w dwóch różnych światach i nie umiem sobie z tym poradzić. Romans trwa już jakiś czas, znam tego człowieka od dawna, zawsze mogłam na niego liczyć i bardzo mu ufam. Wiecie, czasem myślę, że to właśnie on jest osobą, przy której pierwszy raz w życiu pomyślałam, że chciałabym mieć dzieci, psa, dom z ogrodem... Nie jestem głupią nastolatką, wiem jak to brzmi i wiem, że zaraz "dobre dusze" powiedzą, że jestem obłudną dziewuchą, że zdradzam męża i mam kochanka na boku. Nie wiem co mam robić, czuję się źle. Chciałam odejść od męża, chciałam zacząć żyć na nowo, ale wiecie co? Boję się. Reakcji rodziny, znajomych. Rozmawiałam z nim o tym nie raz, mówiłam, że może nie pasujemy do siebie i powinniśmy zacząć nowe życie. Usłyszałam wtedy, że ślub jest na zawsze, a on "ma tylko mnie". Nie chcę nikogo zranić choć wiem, że już na to za późno, jakakolwiek decyzja nie zapadanie, ktoś będzie cierpiał, nie wiem czy najbardziej nie ja.. ale ja chcę tylko być szczęśliwa, czy to źle, że w wieku 34 lat chciałabym mieć dziecko i fajnego faceta u boku, który z okazji dnia matki kupi mi kwiaty, bo urodziłam mu owoc naszej miłości... wiem, że mój mąż nigdy tego nie zrobi, że to jaki jest, nie zmieni się, za wiele razy zasadzie to nie wiem po co to wszystko piszę, mam łzy w oczach, bo nie wiem czego oczekuję, może po prostu opinii z boku? _MIA_ 27 maja 2022, 13:17 Jak zrobisz, to i plusy i ewentualne minusy tej decyzji będziesz ponosić i nikt z boku komentujący Ci w razie czego nie pomoże... Twój mąż nie jest chyba sierotą bez kończyn, więc nie ma co stosować taryfy ulgowej. Ja bym postawiła sprawę jasno, że chodzi już tylko o kredyt i image w środowisku. Rozwiążcie to jak partnerzy. LiuAnnee Dołączył: 2022-03-01 Miasto: Łódź Liczba postów: 236 27 maja 2022, 13:25 Planujesz zakończyć ten romans? Jeśli nie, to chyba najwyższa pora porozmawiać z mężem i podjąć decyzję o rozwodzie. Co innego, gdybyś uznała, że romans jest błędem, że z kochankiem nie masz przyszłości i w gruncie rzeczy męża kochasz, ale wygląda na to, że jest zupełnie inaczej... Dołączył: 2011-02-19 Miasto: Kuala Lumpur Liczba postów: 7476 27 maja 2022, 13:32 Miałam bardzo podobną sytuację do Twojej. Z tą różnicą, że mój były już mąż nie wychodził nigdzie, siedział i "pracował" w domu, ale 16 godzin dziennie miał na uszach słuchawki, miał swój świat w internecie - praca, gra, hobby. Więc ja cały wolny czas też spędzałam sama, choć on ciałem był ze mną w domu. Ale nie było mowy o tym, żeby gdzieś razem wyjść. Nawet na wyżebranym tygodniu wakacji chodziłam sama na spacery, bo on wolał zostawać w pokoju hotelowym i odpoczywać. W końcu zebrałam się w sobie i mu wszystko powiedziałam - że nasze życie nie może tak wyglądać, że ja nie chcę tak dłużej, nie jestem szczęśliwa, że chcę seksu. Poszliśmy na terapię. Terapeutka stwierdziła, że jako osobne jednostki dobrze funkcjonujemy, ale nic nas nie łączy i wysłała na terapie indywidualne, twierdząc, że w tej chwili ona nie może nam pomóc. Poszłam na swoją terapię, on oczywiście nie, bo to ja wymyślam problemy, jemu takie życie pasowało. Na terapii zrozumiałam, że potrzeba ciepła, uwagi, bycia docenioną, kochaną, pożądaną jest czymś normalnym i mam prawo tego oczekiwać od męża. Zaczęłam więc głośno się domagać zmian w jego zachowaniu. Skończyło się tym, że na odczepnego zaprosił mnie do kina. Raz w ciągu roku. Też się bałam, że zostanę sama, że popełniam błąd, bo przecież nie pije, nie bije, że mnie rodzina zje, wyjdę na rozkapryszoną księżniczkę. Postanowiłam więc jeszcze raz iść na wspólną terapię. Po kilku spotkaniach to on zrezygnował, bo ja nieustępliwie trwałam przy tym, że są potrzeby, z których nie zrezygnuję, składając siebie na ołtarzu nieudanego małżeństwa. Jestem trzy tygodnie po rozwodzie, spotykam się z mężczyzną, który mi daje to, czego nigdy nie dał mi mąż. Zobaczymy, jak się życie rozwinie. Mam świetną pracę, mieszkanie, pieniądze, jestem samodzielna, wszystko zawdzięczam ciężkiej pracy. Czemu więc mam trwać przy mężczyźnie, który - nazywajmy rzeczy po imieniu - ma mnie w dupie. Wiedzie sobie wygodne życie w moim mieszkaniu (bo jego nie było stać na kredyt), bez zmartwień (bo przecież ja na nas zarobię), bez obowiązków (bo przecież ja to zrobię lepiej, więc on nawet nie będzie próbował). I jeszcze jedno - z byłym mężem też nie myślałam o dzieciach. On jest niezaradny, przez półtora roku małżeństwa (trwało prawie 6 lat) nie pracował, bo nie mógł znaleźć roboty (jako informatyk, tia...). Nie miałam w nim oparcia. W końcu mi sam wyrzucił, że to wszystko moja wina, bo ja jestem tak mało kobieca, że przy mnie on nie może być mężczyzną. Wtf... Poza tym nie wyobraża sobie mieć ze mną dzieci... Oczywiście brał mnie na litość, płakał, mówił, że jestem najgorsza, że go porzucam a on mnie tak kocha itd. Wytrzymałam i czuję się teraz lekka, wolna i szczęśliwa. Nie zauważałam przez te lata małżeństwa, jak strasznie on mną manipuluje, jak mnie wykorzystuje, jakim jest niedojrzałym dzieciakiem, w dodatku uzależnionym od gier komputerowych. Z obecnym partnerem jest inaczej, jest odpowiedzialny, marzę o tym, by w przyszłości urodzić mu dzieci, nie boję się, że mnie zostawi. Nie namawiam Cię do niczego, to Twoja decyzja, ale zawalcz o siebie. On jest dorosłym mężczyzną, poradzi sobie. A Ty masz prawo być szczęśliwa. Edytowany przez 27 maja 2022, 13:35 Dołączył: 2021-05-16 Miasto: Szczecin Liczba postów: 461 27 maja 2022, 14:27 Nie ma nic bardziej obrzydliwego niż zdrada, zwłaszcza w małżeństwie. Nie układało się wam? Ok, obie strony za to odpowiadają. Ale decyzję o nawiązaniu romansu podjęłaś sama. Brzydzę się takimi ludźmi. Tacy biedni, pokrzywdzeni, a zero kręgosłupa moralnego. Dołączył: 2014-04-23 Miasto: Kraków Liczba postów: 20722 27 maja 2022, 14:52 Piszesz, że Cię "dobre dusze" zjadą, że masz kochanka na boku. Tak jakby to napisanie, że posiadanie kochanka na boku jest obrzydliwy było czymś złym, a nie zdradzanie męża. Jakby nie wiem czego oczekujesz? Że ktoś Ci napisze o jakaś Ty biedna, Twój mąż jest taki niedobry? Tak to można napisać komuś kto męża nie zdradza i zastanawia się czy odejść dlatego, że jest w związku nieszczęśliwy, a nie (też) dlatego, że ma kochanka na boku. Moim zdaniem powinnaś mu powiedzieć - może to on po zdradzie nie będzie chciał z Tobą być, i nie będziesz miała dylematów co zrobić. Przynajmniej tyle mu się moim zdaniem należy, możliwość podjęcia decyzji. Jakby to była inna sytuacja - czyli wszystko co opisalas, ale byś go nie zdradzała - to bym wtedy to oceniła tak, że lepiej chyba się rozejść. Inaczej jak ktoś pisze, że kocha męża, tylko się z nim nie może porozumieć. A inaczej jak jedyne co to małżeństwo trzyma to jest kredyt i obawa co ludzie powiedzą. Dołączył: 2009-10-19 Miasto: Kraków Liczba postów: 4178 27 maja 2022, 14:55 Moim zdaniem to jest już podjęta decyzja.. im szybciej powiesz mężowi i od niego odejdziesz tym lepiej. Mówie to jako osoba zdradzona tuż przed ślubem. Cieszę się, że to wyszło. Mam teraz świetne życie i wyszło mi na dobre mimo bólu który czułam na poczatku. Nie jesteś szczęśliwa w obecnym związku więc na co czekasz? Im dłużej to trwa tym bardziej cierpisz Ty, kochanek i będzie cierpiał mąż bo go oszukujesz i to niefair- to jest też człowiek który zasługuje na szczęście i układanie sobie zycia. Powinnaś to zakończyć w momencie gdy poczułaś coś do innego faceta, nie zrobiłaś tego więc najwyższy czas. agazur57 Dołączył: 2017-03-21 Miasto: Leśna Góra Liczba postów: 5694 27 maja 2022, 15:05 menot napisał(a):Nie roztkliwiaj się nad sobą. Zdrowe podejście jest takie, że zanim się wejdzie w nową relację, kończy się starą. Granie na dwa fronty jest sytuacją moralnie nie do zaakceptowania. Nie masz z mężem dzieci, więc sprawa to tak na prawdę kwestia podjęcia męskiej decyzji z kim chcesz spędzić najbliższe lata. Dzieci nie, ale kredyt na długie lata. To też łączy. chcesz żyć ze współlokatorem całe życie? takie mam wrażenie, że wzięliści slub, bo każde z was nie wiedziało co w życiu robić, a wypadało ten ślub mieć- już samo to, że nic z nim nie planujesz, to jest dla mnie dziwne i świadczy o tym, że chyba jesteście z przypadku . Edytowany przez agazur57 27 maja 2022, 15:05 Dołączył: 2021-05-16 Miasto: Szczecin Liczba postów: 461 27 maja 2022, 15:38 Wilena napisał(a):Piszesz, że Cię "dobre dusze" zjadą, że masz kochanka na boku. Tak jakby to napisanie, że posiadanie kochanka na boku jest obrzydliwy było czymś złym, a nie zdradzanie męża. Jakby nie wiem czego oczekujesz? Że ktoś Ci napisze o jakaś Ty biedna, Twój mąż jest taki niedobry? Tak to można napisać komuś kto męża nie zdradza i zastanawia się czy odejść dlatego, że jest w związku nieszczęśliwy, a nie (też) dlatego, że ma kochanka na boku. Moim zdaniem powinnaś mu powiedzieć - może to on po zdradzie nie będzie chciał z Tobą być, i nie będziesz miała dylematów co zrobić. Przynajmniej tyle mu się moim zdaniem należy, możliwość podjęcia decyzji. Jakby to była inna sytuacja - czyli wszystko co opisalas, ale byś go nie zdradzała - to bym wtedy to oceniła tak, że lepiej chyba się rozejść. Inaczej jak ktoś pisze, że kocha męża, tylko się z nim nie może porozumieć. A inaczej jak jedyne co to małżeństwo trzyma to jest kredyt i obawa co ludzie powiedzą. I jeszcze to zdanie, że bycie samotnym po trzydziestce jest żałosne... Ale zdradzanie męża już nie jest? Użytkownik4709114 Dołączył: 2022-05-27 Miasto: Poznań Liczba postów: 4 27 maja 2022, 15:42 Blue_Fairy napisał(a):Wilena napisał(a):Piszesz, że Cię "dobre dusze" zjadą, że masz kochanka na boku. Tak jakby to napisanie, że posiadanie kochanka na boku jest obrzydliwy było czymś złym, a nie zdradzanie męża. Jakby nie wiem czego oczekujesz? Że ktoś Ci napisze o jakaś Ty biedna, Twój mąż jest taki niedobry? Tak to można napisać komuś kto męża nie zdradza i zastanawia się czy odejść dlatego, że jest w związku nieszczęśliwy, a nie (też) dlatego, że ma kochanka na boku. Moim zdaniem powinnaś mu powiedzieć - może to on po zdradzie nie będzie chciał z Tobą być, i nie będziesz miała dylematów co zrobić. Przynajmniej tyle mu się moim zdaniem należy, możliwość podjęcia decyzji. Jakby to była inna sytuacja - czyli wszystko co opisalas, ale byś go nie zdradzała - to bym wtedy to oceniła tak, że lepiej chyba się rozejść. Inaczej jak ktoś pisze, że kocha męża, tylko się z nim nie może porozumieć. A inaczej jak jedyne co to małżeństwo trzyma to jest kredyt i obawa co ludzie powiedzą. I jeszcze to zdanie, że bycie samotnym po trzydziestce jest żałosne... Ale zdradzanie męża już nie jest? Jest. .nonszalancja. Dołączył: 2021-06-11 Liczba postów: 1163 27 maja 2022, 17:04 nie bardzo rozumiem, w sumie to takiego faceta sobie wybrałaś, taki ci pasował , wiedziałaś jaki jest natomiast jak tylko pojawiły się drobne problemy znalazłaś sobie innego , serio z tak durnego powodu masz romans , w wielu małżeństwach na pewnym etapie ludzie się mijają z jakiś powodów i to albo mija po zakończeniu jakiegoś etapu, albo ludzie walczą o ten związek , 4 lata po ślubie co to jest, od jakiego czasu mąż więcej pracuje? nie dojrzalas do dłuższego związku , wiesz co zrobić odejść od męża i od kochanka, bo za 4 lata kochanka też zdradzisz przy pierwszym bzdurnym problemie zreszta jak ci tak mąż nie pasował to droga wolna, trzeba mu było powiedzieć że nie chcesz z nim być i uczciwie zakończyć związek Edytowany przez .nonszalancja. 27 maja 2022, 17:06
Szczęśliwe małżeństwo - jak je utrzymaćPrzede wszystkim uznaj, że małżeństwo nie oznacza ograniczających więzów, ale wspólnie przeżywaną wolność. Pamiętaj, że w momentach wzlotów i upadków zawsze będzie przy Tobie ktoś, kto Cie tym buduj tolerancję i miłość. Każdy z tych aspektów jest kluczem do utrzymania szczęśliwego kilka ogólnych kluczy, które mogą sprawić, że szczęśliwe małżeństwo będzie trwać przez całe życie. Większość zakochanych par bierze w końcu ślub i spodziewa się, że spędzą resztę życia razem w idealny ta decyzja nie jest końcem historii, ale raczej krokiem milowym na drodze rozwoju związku dwojga ludzi. Dzisiaj porozmawiamy o tym, co robić, aby utrzymać szczęśliwe wspaniale, gdybyście razem dożyli starości. Wyobraź sobie, że Twój partner i Ty możecie kochać się i troszczyć się o siebie nawzajem dając przykład zaufania, szacunku, lojalności i tolerancji. Oczywiście, to dzięki miłości będziecie w stanie pokonać każdą przeszkodę, która może powstać w jest jednak, aby rozwijać umiejętności niezbędne do osiągnięcia bardziej satysfakcjonujących relacji w małżeństwie. Podstawowym celem w życiu jest przecież osiągnięcie szczęścia w większości jego aspektów, a małżeństwo jest jednym z najważniejszych z umiejętności, aby utrzymać szczęśliwe małżeństwoNiestety małżeństwo nie jest umową, która daje gwarancję, że dwoje ludzi pozostanie razem i będzie zadowolonych przez resztę swojego życia. Niezbędny jest wysiłek obu stron. Ale co robić, żeby utrzymać szczęśliwe małżeństwo? Istnieje kilka ogólnych kluczy, które mogą Ci pomóc i tutaj je przedstawiamy:Komunikacja – pierwszy krok do szczęściaOboje musicie wiedzieć, co lubicie a czego nie. Poświęć chwilę na przedyskutowanie jakiejkolwiek sytuacji będącej przedmiotem wspólnego zainteresowania. Rozmawiając upewnij się jednak, że naprawdę słuchasz tego, co ma do powiedzenia druga – podstawa silnej więziWiarygodność każdej osoby w związku jest kluczowa dla utrzymania zdrowej więzi. Zawsze postępuj zgodnie z prawdą i unikaj oszukiwania i zdrady. Z drugiej strony nieufność jest przejawem niepewności powodującej ścieranie się w wielu – najważniejszy klucz, aby utrzymać szczęśliwe małżeństwoW chwilach napięcia i gniewu unikaj bolesnych słów. Czasami, nawet gdy problemy są wyjaśnione, mogą się kumulować urazy. Pamiętaj, że oboje jesteście dorośli i jeśli oczekujecie szacunku, sami musicie go jako zabezpieczenie indywidualnościSpędzanie czasu z partnerem jest ważne dla tego budowania solidnych fundamentów związku. Jednak nie oznacza to, że indywidualność każdego z Was ma całkowicie zniknąć. Każdy musi mieć swoją osobistą przestrzeń. Trzeba pozwolić drugiej stronie przeżywać swoje marzenia, wspierać ją a zarazem przeżywać swoje podsyca uczucieSeks ma bardzo duże znaczenie w każdym związku dwojga osób. Unikajcie monotonii i odkrywajcie nowe doświadczenia, które zwiększają przyjemność. Mów o tym, co lubisz, a czego nie i nigdy nie pozwól, by ogień erotycznej namiętności małżeństwaMałżeństwo jest jednym z najgłębszych przejawów miłości. Jest definiowane jako instytucja, która pozwala na stworzenie silnego związku między dwoma członkami społeczeństwa i dlatego jest uważane za jego jedno z najważniejszych przedsięwzięć w życiu człowieka. To przestrzeń, w której dwie osoby mogą korzystać z towarzystwa w atmosferze zaufania, jedności i solidarności. To także początek własnego życia w których istnieje większa liczba małżeństw cieszą się zazwyczaj wyższym wskaźnikiem dobrobytu u dzieci, kobiet i mężczyzn w porównaniu z tymi, gdzie jest wysoki odsetek rozwodów. Szczęśliwe małżeństwo nie jest zatem jedynie prywatnym wyborem. To czynnik, który określa się, jako dobro społeczne i publiczne, zarówno dla pary, jak i dla otaczającego ją jakie zapewnia szczęśliwe małżeństwoSzczęśliwe małżeństwo przynosi ogromne korzyści dla pary, która je tworzy, zarówno na poziomie fizycznym, jak i psychicznym. Jednocześnie zapewnia małżonkom większe poczucie bezpieczeństwa w życiu oraz większą satysfakcję seksualną i intymną. Wśród zalet, jakie daje udane i szczęśliwe małżeństwo są: U osób żyjących w szczęśliwym małżeństwie stwierdzono mniejsze ryzyko chorób układu krążenia. A w przypadku zapadnięcia na taką chorobę, wsparcie ze strony męża lub żony sprawia, że szybciej wracają do zdrowia. Kontakt fizyczny i bliskość partnera wywołuje uwalnianie oksytocyny, hormonu zdolnego do przeciwdziałania niekorzystnym reakcjom organizmu na stres. Osoby, które doszły do połowy życia w harmonijnej relacji partnerskiej statystycznie mają szanse na dłuższe życie niż osoby, które przeżywają w małżeństwie konflikty lub są samotne. Szczęśliwe małżeństwo to idealne środowisko dla wychowania dzieci. Dzieci zdrowych małżeństw wyrastają na kobiety i mężczyzn z większymi szansami na sukces w życiu. Pamiętaj jednak, że szczęście nie jest celem, ale ścieżką. Związek na całe życie jest możliwy, ale do tego niezbędne jest nauczenie się, jak utrzymać szczęśliwe może Cię zainteresować ...
Pan Jezus 90% swojego życia przeżył bez wielkich ewangelizacji, cudów i nauczania innych. Może więc warto doceniać przeciętną codzienność? Kilka lat temu miałam zabawną, choć bardzo ważną dla mojego rozwoju, "przygodę" podczas rekolekcji organizowanych przez naszą Wspólnotę. Ojciec rekolekcjonista swoje nauki rozpoczął od prośby, byśmy zamknęli oczy i wyłapali pierwsze słowo, które nam przychodzi do głowy w odpowiedzi na pytanie: kim jestem? Choć był to dla mnie dość trudny emocjonalnie czas, bez trudu i wyraźnie usłyszałam dwa słowa: "szczęśliwa i błogosławiona". Nie sposób było nie uśmiechnąć się do tej myśli, bo wraz z nią zalały mnie bardzo pozytywne emocje. Wszystkie oscylujące wokół tego przekonania, że rzeczywiście, o swoim życiu, choć niepozbawionym cierpienia i wyzwań, z całą pewnością mogę powiedzieć, że jest szczęśliwe i pełne błogosławieństwa. Że taka jestem! Siedziałam więc z bananem na buzi w ławce i kiedy ksiądz poprosił, by podniosły rękę te osoby, które usłyszały "jestem kochany!", zrobiłam to bez wahania ;). "Świetnie. Pani z ostatniej ławki może już wracać do domu. Pani żadnych rekolekcji nie potrzebuje" - uśmiechnął się ksiądz serdecznie, a ja z zaskoczeniem zauważyłam, że jako jedyna osoba w kościele trzymam rękę w górze. Zapominanie Wracam do tego wspomnienia raz po raz, zwłaszcza wtedy, gdy zaczynam się taplać w wątpliwościach, kompleksach i czarnowidztwie. Nie wiem, jak Wy, ale ja ciągle muszę w sobie walczyć z postawą, która w każdym życiowym wyzwaniu dostrzega zagrożenia, a asekuranctwo traktuje jak tarczę. Niestety, z bólem serca przyznaję, że jestem mistrzynią pisania czarnych scenariuszy i - co gorsza - nie zachowuję ich tylko w swojej głowie (pozdrawiam Cię, Najdroższy ;). Bardzo mnie to we mnie irytuje, zwłaszcza wtedy, gdy odbieram sobie i najbliższym radość z czegoś, co nas może spotkać. Zaufanie Ufam Bogu. Zazwyczaj. Moje zaufanie kończy się (niestety) tam, gdzie przestaję mieć kontrolę, zwłaszcza kontrolę nad życiem tych, których najmocniej kocham. Lęk o najbliższych jest tym miejscem, w którym mówię Bogu: "Wybacz, boję się". Pewnie dlatego tak strasznie bolą mnie słowa Pana Jezusa: "Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien" (Mt 10, 37). Mam jednak w sobie równocześnie wielki pokój serca, że kto jak kto, ale On mnie za to nie przekreśla, tylko tak prowadzi w życiu, by tę ufność powoli, dzień po dniu budować. Zwyczajnie i bez fajerwerków. Zaskoczenie Nie macie tak, że czasami nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo się zmieniliście, dopóki codzienność nie wyrwie Was z utartych schematów? Ja tak mam z moją wiarą osobistą. Raz po raz spotyka mnie w życiu taka sytuacja, w której z zaskoczeniem dostrzegam, że zmieniłam się. Na lepsze. Tak było z moim poczuciem własnej wartości, które przez długi czas oscylowało gdzieś na poziomie Rowu Mariańskiego. Otoczona Miłością, zawierzając się konsekwentnie Bogu, nawet nie spostrzegłam, kiedy przekonanie, że jestem kochana i wyjątkowa, stało się prawdą, która nie daje się wypchnąć na margines mojej świadomości. Wręcz przeciwnie: kształtuje moją rzeczywistość i pomaga się rozwijać. To nie stało się spektakularnie. Nie było chórów anielskich i feerii światła, kiedy dotarło do mnie, że jestem błogosławiona. Na dobrą sprawę do dziś mnie to dziwi, bo myśl, że jesteśmy dziećmi Bożymi, stworzeni na Jego obraz i podobieństwo i powołanymi tylko i wyłącznie po to, by kochać, wydaje mi się nie z tej ziemi. No powiedzcie sami, czy takiemu przekonaniu nie powinno towarzyszyć w głowie "ALLELUJA" co najmniej w wydaniu Haendla? ;) Dziwne, jak trudno nam przyznać się do tego, że jesteśmy szczęśliwi, że dobrze się nam żyje, że czujemy się spełnieni, zrealizowani, kochani. Kiedy po wspomnianych rekolekcjach zapytałam mojego Męża (który był i jest dla mnie wzorem wiary), dlaczego nie podniósł ręki, odparł skonsternowany, że… się krępował. Kim jesteś, Boże, dla mnie? Szczęśliwa - tak. To ja. To nie znaczy, że wolna od trosk. To nie znaczy doskonała. To nie znaczy święta. Szczęśliwa, czyli przekonana o tym, że moje życie ma sens i cel, że jest Ktoś, kto mnie sobie wymarzył i nie przypadkiem wpisał w historię świata. Kochana i kochająca. Błogosławiona - tak. To też ja. Zalana Miłością, którą dane mi jest dostrzegać i doświadczać. Obdarowana szansą życia w świecie zapierającym dech w piersiach swoim pięknem i niezwykłością. Zachwycona Bogiem, który każdego dnia daje mi Siebie smakować i poznawać. Który jest bliski, hojny i nieogarniony. Który pozostaje jedynym pewnym punktem odniesienia, gdy przychodzą życiowe burze. Jestem. Jestem, bo On mnie zapragnął. I choć do ostatniego tchu pozostanie dla mnie Tajemnicą, to każdego dnia mogę starać się Go lepiej poznać. Krok po kroku budujemy naszą relację, a On nie narzuca mi kosmicznego tempa, tylko z pokorą, cichutko i bez fajerwerków robi swoje. Przemienia mnie i moje życie. Mimo moich grzechów, upadków, asekuranctwa. Robi to konsekwentnie i na rozmaite sposoby. Od czasu do czasu pozwala nawet dostrzec ;). Doceniaj Bardzo podoba mi się myśl, że po przyjęciu Pana Jezusa każdy z nas staje się monstrancją. No więc wychodzimy do świata po Eucharystii i co? Powinniśmy tryskać radością, jaśnieć dobrocią, prostotą, pokorą, a nawet jeśli nie (widocznym gołym okiem) szczęściem, to przynajmniej pokojem serca. A jak jest w rzeczywistości? Staram się więc często uświadamiać sobie, że jestem świątynią Pana. Ta myśl stawia mnie do pionu, gdy zbyt ochoczo zaczynam dezawuować swoją wartość. Patrzę na swoje życie i nazywam te miejsca, które są niezwykłe, te momenty, które są wielką, niezasłużoną łaską. Od oddechu począwszy, przez talenty, na Miłości skończywszy. Staram się nie koncentrować na tym, że co rusz potykam się na drodze wiary i życia ewangelicznymi przykazaniami. Raczej próbuję coraz lepiej poznawać Tego, który w trosce o bliźniego nie gada, a czyni. I ciągle idzie. Bo przecież Bóg nie jest statyczną prawdą - jest Osobą, która wykracza daleko poza nasze możliwości poznania i nikogo, nigdy nie przekreśla. Ta świadomość nie raz ratowała mi duchowe życie. Tak jak Boże przykazanie: kochać bliźniego JAK SIEBIE samego. Kim jesteś? Walczę też (głównie w swojej głowie) o prawo do uśmiechu w kościele ;). Po to, by ktoś, patrząc na mnie, nie bał się podejść, zagadać, poprosić o pomoc. By nie bał się podać ręki na znaku pokoju i zapytać o drogę do sklepu, gdy wyjdziemy z kościoła. Daję sobie prawo, by zwykłe, ciche, dobre życie ze spokojem sumienia traktować jako realizację Bożego zamysłu. Bo czasem warto przypomnieć sobie o proporcjach. Pan Jezus 90% swojego życia przeżył bez wielkich ewangelizacji, cudów i nauczania innych. Przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo. Może więc warto doceniać przeciętną codzienność i zauważać, ile dobra i radości tkwi w prozaicznych czynnościach? Może warto więcej uśmiechać się do swojego życia i do życia innych ludzi? To bardzo buduje. Szczęśliwa i błogosławiona. Nieidealna. Świadoma bycia dzieckiem Boga. Kochana. Obdarowana. W drodze. To ja. A Ty? Kim jesteś? Agata Rusek - zawodowo związana z osobami starszymi, od 5 lat koncentruje się raczej na młodszych pokoleniach (czyt. jest mamą trójki szkrabów) Tekst pochodzi z bloga